superhero-450x291Oglądaliście ostatnie nauczanie „Nietykalni w Jezusie” Currego Blake’a? Nie wiem jak Wam, ale mi szczególnie podobała mi się druga część tego kazania. Zanim zaczniecie czytać dalej, zachęcam Was, jeśli jeszcze tego nie oglądaliście, to najpierw obejrzyjcie, dopiero potem wróćcie.

Powracając do kwestii nietykalności, jak to dobrze nazwał Curry Blake. Prawdą jest, że jako chrześcijanie posiadamy taki światopogląd, sposób myślenia i patrzenia na rzeczywistość. Mówimy dużo o tym jak powinniśmy żyć, jak bardzo Bóg nas kocha, jednocześnie bardzo szybko zapominając o tym, że mamy moc do przezwyciężenia złych sytuacji w których się znaleźliśmy. Nasze umysły pełne są wiedzy, zamiast praktycznego działania, wypowiadania słów, które mogą zmienić otaczające nas okoliczności.

Muszę się przyznać, że sam się łapie co jakiś czas na takich stwierdzeniach, które wykazują tylko moją niewiarę. Dopiero po czasie, w głębi siebie słyszę delikatny głos pytający: Czy naprawdę tak sądzisz? Weźmy przykład prostą odpowiedź, tak częstą przez nas polaków używaną. Na pytanie co u Ciebie, z automatu odpowiadamy: „Stara bida.” Sam tak robiłem przez długi czas, aż ktoś mi zwrócił uwagę, że nie powinienem tak mówić, że w ten sposób nadaję autorytet tym słowom. W pierwszym momencie pomyślałem, że przesadza. Przecież nie wszystko trzeba brać na poważnie. Ale im więcej się nad tym zastanawiałem, tym więcej widziałem, że jest we mnie wiele tego typu stwierdzeń i myślenia, co najstraszniejsze, nie wiedziałem o nich.

Inny przykład jedzenie. „Cola jest zła, zniszczy Ci zęby”, „nie jedz cukru, bo to biała śmierć”, „na pewno to czy tamto mi się nie uda”, albo „już taki jestem” (dot. charakteru, własnych umiejętności, czy możliwości nauczenia się nowych rzeczy)…. przykładów można by mnożyć. I nie chodzi o to, że nie ma w nich ziarna prawdy. Pewnie znalazłoby się nie jedno ziarno, ale cały mieszek, ale to o czym cały czas zapominamy to fakt, że jesteśmy synami i córkami, ukochanymi dziećmi Najwyższego i w Nim możemy wszystko (Flp 4:13).

Oczywiście nie chodzi o to, że mamy się źle odżywiać, iść na całość i nie myśleć o konsekwencjach. To jest głupota, ale zaś z drugiej strony nieświadomie i bardzo często stajemy się orędownikami światowych trendów. W latach 90-ych mówiono, że tłuszcz jest całkowicie zły, w ostatnich latach badania wykazują, że nie do końca. Jest grupa tłuszczy nienasyconych, które są potrzebne w procesie myślenia. Kiedyś pakowali nam do pasty fluor, wszędzie można było usłyszeć, że to jest niezbędne i bardzo zdrowe, teraz ostatnie badania wykazuję szkodliwe działanie tego środka. Jaką mamy gwarancję, że za kilka lat, jedzenie, które dzisiaj wydaje się być idealnie zdrowe, jutro wyjdzie, że zawiera w sobie środki trujące?

Nie zrozumcie mnie źle, zdrowe życie i odżywianie jest ważne, nawet Biblia mówi o obżarstwie, ale często zapominamy o takich fragmentach, które nas chronią, nawet jeśli zjemy coś złego

Będą brać węże, a choćby wypili coś śmiercionośnego, nie zaszkodzi im; na chorych będą kłaść ręce, a ci odzyskają zdrowie. Mk 16:18

W wielu rodzinach mówi się o zdrowych odżywianiu, pilnuje się kupowania mleka 0,5 bo inne jest szkodliwe, ale jednocześnie zapomina się o zwykłej radości. Biblia wspomina:

„Wesołe serce działa dobrze jak lekarstwo, a przygnębiony duch wysusza kości” Prz 17:22

Jakby tego było mało, nauka i ostatnie badania potwierdzają, że radośni ludzi, są zdrowsi i dłużej żyją. Niestety w rodzinach widzi się wszystkie produkty „light” jednocześnie słychać kłótnie, stres i depresję. Na marginesie te trzy „córki XXI wieku” nazwałbym zabójczyniami, a często to właśnie one są mało dostrzegalne. I o ile rozumiem niewierzącego, który powiedziałby do mnie: „no wiesz, taki jest życie, wszyscy żyjemy w zaganianym świecie, stres to norma” to nie mogę tego zrozumieć jeśli mówi do mnie to osoba wierząca. Gdzie pokój, gdzie odpocznienie w Jezusie? Fikcja?

Wolę żyć w fikcji, wolę dążyć i wierzyć w to co mówi Słowo, nawet jeśli okoliczności w których się znajduję nie potwierdzają tego, że jest super, to nie chcę dawać diabłu przystępu poprzez wypowiadania słów wiary, ale wiary nie w Słowo, tylko w kłamstwo, które świat chce nam sprzedać.

Chodzimy na spotkania, angażujemy się w służby, ewangelizacje, głosimy o Bogu, o miłości, dajemy i walczymy z diabłem na wszelkich frontach. Ale największa bitwa odbywa się wtedy, kiedy zostajemy sami, w domu, kiedy nikt nie widzi. Kiedy zniechęcenie próbuje nas dopaść, ból, choroba czy zmartwienie spowodowane problemami rodzinnymi czy finansowymi. Wtedy tak naprawdę okazuje się, czy jesteśmy „wierzący.” Myślę, że wroga nie interesują nasze zewnętrzne starania, spotkania, działania… on się boi, kiedy w ciszy, w samotności, nie poddajemy się negatywnym emocjom, bólowi, zniechęceniu i walczymy z nim na tym polu. Wie, że jeśli taka osoba wytrwa, to będzie ją bardzo trudno zatrzymać, będzie miała prawdziwą wiarę, a nie kulturę i światopogląd chrześcijanina.

Może czasami, pomimo krzyczących w nas negatywnych emocji, warto wypowiadać Słowa, które Bóg w Biblii do nas mówi. Przyznam, że na swój sposób słodko jest się poużalać nad sobą i swoją sytuacją. Czasami każdego z nas do dotyka, ale ostatnio we mnie jest taka myśl, której się uchwyciłem, że nawet jeśli dopada nas zniechęcenie, strach czy ból, to nie chcę się im poddać, pomimo tego, że cała cielesna natura szuka wszelkich powodów aby mnie przekonać. Nie chcę się poddać, bo wiem, że sam zapłacę cenę, a tylko diabeł będzie się szyderczo ze mnie śmiać.

Jakiś czas temu Bóg mi powiedział, że mam 3 razy dziennie wypowiadać określone wersety. Byłem zniechęcony i ostatnią rzeczą jaką mi się chciało, to „pozytywnie wyznawać”. Usłyszałem tyle za i przeciw, rozpraw teologicznych jednej i drugiej strony, że nie wiedziałem co myśleć. Ale wiedziałem, że to mówi do mnie Bóg. „Hmm” pomyślałem… „co mi szkodzi.” Wyłączyłem umysł, rozumowanie, argumenty za i przeciw i po prostu zwyczajnie, powiedziałem: „Ok Panie, jeśli tego chcesz, to w sumie nie duży wysiłek.” Całe moje ciało nie chciało, mówiło, poczekamy zobaczymy… mijały tygodnie… na początku nie widziałem poprawy, ale będąc w tym wiernym, po czasie zobaczyłem, że zniechęcenie stopniowo odeszło, że pojawiła się radość, a nawet po mału okoliczności zaczęły się zmieniać. Dzisiaj już nikt nie jest wstanie mi tego wydrzeć. Nie patrzę na emocje, robię po prostu to co powiedział Bóg, on chyba wie lepiej 🙂

Bóg dał Tobie i mnie broń, potężniejszą niż cokolwiek innego. Zachęcam Cię, weź dzisiaj wersety, które są odpowiedzią na Twoje problemy, które od dłuższego czasu Bóg Ci pokazuje i zacznij je wypowiadać, codziennie, nawet po kilka razy. Wiem, że czasami będzie trudno, czasami człowiek musi się zmuszać, ale Słowo powoli, stopniowo zacznie penetrować i oczyszczać Ciebie samego i zmieniać okoliczności w jakiś się znalazłeś. Po czasie zobaczysz, że Twoje myślenie w danym temacie zacznie się zmieniać, a w Tobie zrodzi się wiara, ale nie taka, którą można świecić przed innymi, tylko taka, która „wie, że wie, że wie, że to prawda i już.”